Podhale. Czy pandemia koronawirusa mocno pokrzyżuje plany narciarzy?

Podhalańskie ośrodki narciarskie przygotowują się do  śnieżenia stoków narciarskich. Zamierzają produkować śnieg, choć tak do końca nie wiedzą, jak będzie wyglądał tegoroczny sezon narciarski. Czy będą mogły przyjąć narciarzy? A jeżeli tak, to przy jakich obostrzeniach. – Liczymy, że jednak będzie można normalnie szusować – mówi Jan Walkosz-Jambor z Polany Szymoszkowej w Zakopanem.

Większość ośrodków narciarskich w górach już wyciągnęła armatki śnieżne i lance do produkcji  śniegu. – Nasze koleje przeszły już przeglądy i odbiory techniczne. Jesteśmy gotowi do sezonu – przyznaje Jan Walkosz-Jambor.

Adam Marduła z Tatry SuperSki przyznaje, że śnieżenie stoków z Białce Tatrzańskiej rozpocznie się, gdy tylko pogoda na to pozwoli – a więc temperatura spadnie poniżej zera. – Według prognoz takie warunki mogą pojawić się po 20 listopada. Zamierzamy produkować śnieg niezależnie od tego, czy będzie do tego czasu wiadomo jak będzie wyglądał sezon, czy nie. Ostatnie zimy są dość kapryśnie. Jeśli więc nie przygotowujemy sobie śniegu w czasie, gdy warunki pogodowe na to pozwolą, potem może być z tym problem – przyznaje.

Początek sezonu ostrożnie prognozowany jest na pierwszą połowę grudnia. Wszyscy jednak zadają sobie pytani, jaki będzie to sezon narciarski – w cieniu pandemii koronawirusa.

– Na razie nie mamy żadnych informacji, by wyciągu nie mogły pracować tej zimy. Nie mamy też informacji o ewentualnych obostrzeniach. Nie wiemy, czy np. na wyciągu sześcioosobowym będziemy musieli wpuszczać tylko część osób, czy inaczej ma się to odbywać – mówi Jan Walkosz-Jambor.

Część ośrodków – jak w przypadku tego na Polanie Szymoszkowej – obostrzenia pewne testowało już latem – gdy wyciąg działał i wywoził pieszych turystów. – Zalecaliśmy turystom zasłaniania ust i nosa w kolejce do kolejki. Na kanapach woziliśmy mniejszą ilość ludzi, chyba że była to rodzina. Dezynfekowaliśmy urządzenia – wymienia menadżer wyciągu na Polanie Szymoszkowej.

W przypadku narciarstwa sytuacja wydaje się o tyle ułatwiona, że i tak większość narciarzy szusuje z zakrytymi ustami i nosem – z uwagi choćby na niskie temperatury. Do tego wszyscy mają rękawiczki i większość gogle na oczach. Także na samym stoku – gdy już szusujemy – zachowywany jest dystans. Największy problem jest z kolejkami tuż przed wyciągiem. Czasami bowiem – jak pokazują doświadczenia lat poprzednich – tłumy są tak duże, że narciarze i snowboardziści stoją niemal jeden przy drugim.

– W obecnej sytuacji i obostrzeniach nasuwa się także pytanie co z gastronomią na stokach. Obecnie restauracje mogą działać serwując jedynie pożywienie na wynos. Jeśli taki nakaz utrzymałby się w sezonie zimowy, będzie to problem zarówno dla stacji narciarskich, jak i dla samych narciarzy – ocenia Jan Walkosz-Jambor.

Andrzej Gut-Mostowy, wiceminister ds. rozwoju, rodem z Zakopanego, przyznaje, że zbliżający się sezon narciarski będzie w dużej mierze uzależniony od rozwoju pandemii w Polsce. – Jesteśmy w stałym kontakcie ze stowarzyszeniem Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne. Rozważamy różne scenariusze. Myślę, że jeśli jakieś obostrzenia wejdą w życie, będą one wzorowane na tych, które będą funkcjonować w krajach alpejskich: Austrii, Francji, czy Włoszech. Tamtejsze regiony mają narciarstwo o wiele bardziej rozwinięte jak u nas i stanowi ono tam ważny element gospodarki – mówi Andrzej Gut-Mostowy. Wiceminister nie chce zdradzić jednak jakie to mogą być obostrzenia.

Alpejskie ośrodki narciarskie już częściowo ogłosiły jak będzie wyglądał u nich sezon. Niemal wszędzie – zarówno we Włoszech, Francji, Szwajcarii, czy Austrii będzie obowiązywał nakaz poruszania się w maseczkach na twarzy – w kolejkach do wyciągów, jak i na samych wyciągach. W Szwajcarii i we Francji maseczki będą obowiązkowe także na jednoosobowych wyciągach orczykowych. W Austrii mówi się o redukowaniu liczby przewożonych narciarzy – ale tylko w gondolach.

Na decyzję ws. sezonu narciarskiego czeka nie tyko branża narciarska, ale i hotelarska. To bowiem w znacznej mierze może zaważyć na tym, czy zimą przyjadą goście w góry, czy nie.

– Wszyscy raczej spodziewają się obostrzeń także na wyciągach. To z pewnością wpłynie na mniejszy komfort dla narciarzy. Przekonany jednak jestem, że wiele osób i tak zdecyduje się na przyjazd zimą w góry – mówi Dariusz Galica, prowadzący internetową bazę wynajmu kwater w górach.

Na razie szału w grafikach pensjonatów i hoteli nie widać. Wszyscy wskazuje więc na to, że turyści odkładają do ostatniej chwili decyzję o tym, czy planować wyjazd, czy nie.

Łukasz Bobek  13.11.2020                                                                                                                                                                      Gazeta Krakowska

 

Close Menu