Gdzie na narty w Polsce: najlepsze ośrodki narciarskie w 2020

Styczeń już na półmetku, kilka dni temu rozpoczęły się ferie zimowe w pierwszych województwach. Zima na nizinach mizerna, ale w górach śniegu w większości miejsc nie brakuje, a ośrodki narciarskie pracują (prawie) pełną parą. Pora więc na nasz coroczny raport narciarski, którego zwieńczeniem jest aktualny ranking stacji narciarskich w Polsce. Po raz jedenasty z rzędu odwiedziliśmy krajowe ośrodki narciarskie, by nie tylko przedstawić najlepsze kurorty, ale także podzielić się naszymi uwagami o kondycji branży w nowym sezonie.

Onet po raz jedenasty odwiedził większość polskich ośrodków narciarskich

Wzięliśmy pod uwagę kilka zmiennych: trasy, wyciągi, jedzenie itp.

To nie jest ranking oparty tylko na informacjach ze stron internetowych!

Jak ocenialiśmy

Na początek przypominamy w skrócie zasady i kryteria, na podstawie jakich układamy nasz ranking. Jego metodyka pozostaje niezmieniona od lat, z małymi retuszami dokonanymi trzy lata temu, dzięki czemu mamy pełny wgląd w to, co i jak się zmienia na krajowym podwórku narciarskim. Podstawą pozostaje nadal fakt, że oceniamy nie tylko na podstawie informacji teoretycznych, ale także odwiedzając poszczególne stacje i na miejscu sprawdzając stan ich przygotowań. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że ma to kardynalne znaczenie dla oceny ośrodków narciarskich.

Mamy świadomość, że stworzenie jednolitych kryteriów oceny ośrodków narciarskich w Polsce, które różnią się i wielkością, i jakością, i nowoczesnością – jest trudne, jeśli w ogóle możliwe. Nie ukrywamy też tego, że nawet odwiedzając poszczególne ośrodki “na żywo”, nasze oceny nie są pozbawione subiektywności – czasami “trafia się w pogodę” i dobrej jakości śnieg na trasach, a czasami – nie. W tym roku sezon “wystartował” później niż w ubiegłym roku, w kilku miejscach dało się już jeździć w połowie grudnia. Jednak potem przyszła odwilż i przed samym Bożym Narodzeniem było naprawdę kiepsko… Na szczęście potem sypnęło, chwycił lekki mróz i większość stacji normalnie działa, zapewniając całkiem dobre warunki do jazdy.

Przy ocenianiu poszczególnych ośrodków, pod uwagę braliśmy przede wszystkim potencjał narciarski, czyli stan i możliwości infrastruktury narciarskiej. Każdy wyciąg jest punktowany, więcej oczek dostaje się za nowoczesne krzesełka, gondole, mniej za stare krzesła i orczyki. Jeśli chodzi o trasy zjazdowe – liczba punktów zależy nie tylko od sumy długości tras zjazdowych, ale też od zróżnicowania trudności tras. Tak więc – przy tej samej długości tras, więcej punktów otrzymywał ośrodek, gdzie są trasy różnej trudności.

Ocenialiśmy także czynniki pozanarciarskie, do których zaliczamy parkingi, jakość dojazdu, dostęp do wyciągów, gastronomię na stoku i możliwości noclegowe w pobliżu tras. Najwięcej punktów dostawały stacje, w których można znaleźć nocleg tuż przy stoku, im większa liczba takich możliwości i większa różnorodność standardu obiektów – tym więcej punktów. Staraliśmy się też analizować ceny, tak by móc wystawić ocenę, za coś, co można by nazwać “korzystnym stosunkiem ceny do jakości”. Nie jest to łatwe, ale wydaje się nam, że możliwe, a dla narciarzy – odgrywa to pewną rolę przy wyborze miejsca do szusowania.

Oprócz tego do oceny wlicza się także dodatkowe kryteria. Pierwszym jest jakość instalacji naśnieżającej, za którą przyznawaliśmy od 1 do 10 punktów. Drugie kryterium to ocena, którą nazwaliśmy “dostępem do informacji”, a kryje się pod nią ocena strony internetowej, jej aktualność, możliwość podglądu kamer na stoku live, liczba multimediów i zdjęć, a także łatwość, z jaką narciarze mogą znaleźć na niej informacje o warunkach na stokach.

Zanim przedstawimy ranking ośrodków narciarskich w tym sezonie, tradycyjnie najpierw jeszcze kilka uwag dotyczących tego, co się dzieje w naszych górach pod względem narciarskim.

Zadyszka czy taktyka?

Zazwyczaj w tym miejscu naszego raportu piszemy o tym, co nowego powstało w naszych górach, jak rozwijają się poszczególne ośrodki, jakie trendy można zaobserwować i czego spodziewać się w przyszłości. Zazwyczaj też dajemy w tym miejscu odnośnik do artykułu, który szczegółowo omawia nowości. W tym roku nie pisaliśmy o nowościach, bo tychże było jak na lekarstwo. W sumie oddano do użytku w polskich górach tylko jedną nową kolej linową – 4-osobowe krzesełko na Gromadzyniu w Ustrzykach Dolnych, które zastąpiło stary orczyk.

Na tle poprzednich lat, kiedy mieliśmy takie sezony, że budowało się zaskakująco dużo (w latach 2013-17 praktycznie co roku stawiano co najmniej sześć kolei krzesełkowych w całym kraju!), obecny sezon prezentuje się dość mizernie. Nie powstała żadna nowa kolej na Podhalu, chociaż od paru lat czekamy na nowe krzesełko w Kluszkowcach (stacja Czorsztyn-Ski), nic nowego nie postawiono w Beskidzie Śląskim, gdzie cały czas czekamy na co najmniej dwie koleje krzesełkowe obiecane przez TMR w Szczyrku. Według pierwotnych planów cały ośrodek miał być już na obecny sezon całkowicie zmodernizowany, tymczasem prace są zaawansowane (w stosunku do pierwszych planów) mniej więcej w dwóch trzecich.

Oczywiście nie oznacza to, że nic nie zmieniło się w naszych górach. W Szczyrku poprawiono naśnieżanie na Skrzycznem, postawiono także nową restaurację na Hali Skrzyczeńskiej, poprawiono tam także naśnieżanie na popularnej trasie nr 3. Na Podhalu powiększył się karnet Tatry Super Ski, który obejmuje już praktycznie większość ośrodków na Podtatrzu. W sumie narciarze mają tu teraz do dyspozycji 94 trasy 17 ośrodkach narciarskich na terenie dwóch krajów – Polski i Słowacji. To największy tego typu projekt w Polsce. Choć warto zauważyć, że na przykład w sąsiednich Czechach funkcjonuje karnet obejmujący największe ośrodki nie tylko w jednym regionie, ale w całym kraju – w sumie 20 ośrodków i ponad 200 km tras na jednym karnecie.

Jeśli jesteśmy już przy karnetach – zupełną nowością jest w tym sezonie pierwszy “zbiorowy” karnet w Krynicy i Tyliczu. Krynica.ski (tak nazywa się nowy karnet) obejmuje cztery stacje (Henryk-Ski, Słotwiny w Krynicy oraz Tylicz-Ski i Master-Ski w Tyliczu) dysponujące 18 wyciągami i 25 km tras. To bardzo dobry krok, choć oczywiście nie ukrywamy, że chciałoby się więcej – czyli wspólny karnet obejmujący także stację Słotwiny Arena i oczywiście Jaworzynę Krynicką. Ale może po prostu musimy na takie rozwiązane jeszcze poczekać. Na Podhalu zajęło to ponad 5 lat.

Jednak nie deprecjonując nowych inwestycji i rozwiązań – trzeba przyznać szczerze, że inwestycje w tym roku były bardzo niewielkie. Od razu rodzi się pytanie – czy to chwilowa zadyszka, taktyczna przerwa wykorzystana na zarabianie na nowe inwestycje, czy może branżę narciarską na krajowym podwórku czeka w najbliższych latach kryzys? Oczywiście trudno tutaj wyrokować, największym problem (z punktu widzenia analizy rynku i branży) jest bowiem fakt, że nie dysponujemy wolnym wglądem w sytuację finansową (no może z wyjątkiem giełdowego TMR-u) poszczególnych stacji narciarskich. Zresztą nie dysponujemy także dokładnymi statystykami wizyt w poszczególnych stacjach.

Oczywiście “zaczerpnięcie inwestycyjnego oddechu” jest jak najbardziej zrozumiałe. Do tej pory jednak wyglądało to w ten sposób, że kiedy jedne stacje odpoczywały, inne inwestowały – a potem następowała zmiana. Takiej sytuacji, żeby na polskich stokach tak mało zbudowano, nie mieliśmy chyba od lat 90. Rzecz jasna – nie chodzi tu o to, by cały czas budować w nowych miejscach, ale raczej o modernizowanie infrastruktury. A modernizować trzeba, bo konkurencja cały czas nie śpi.

I nie chodzi tu tylko o najbliższych sąsiadów – Czechy i Słowację, ale także o kraje alpejskie. Polacy coraz więcej zarabiają i coraz więcej osób decyduje się na zimowe wakacje zwłaszcza w Alpach. I, mimo że nadal alpejskie wakacje są około 30-40 proc. droższe, to jednak oferują zupełnie inną jakość przeżyć. Jeśli polskie stacje nie będą się modernizować – ich konkurencyjność jeszcze spadnie. Tak jak już wspomnieliśmy – trudno wyrokować, ale jeśli w przyszłym roku nadal będzie tak mało inwestycji – to będzie można zacząć się martwić.

Na stoku i poza stokiem

Jeśli chodzi o warunki do jazdy na polskich stokach – te oczywiści są zmienne i zależą od pogody i aktualnych opadów śniegu. Jednak naśnieżanie, a także dobre przygotowanie stoków odgrywa również wielką rolę. Tutaj możemy stwierdzić, że jest coraz lepiej. Nie da się ukryć, że musiał minąć jakiś czas, by gestorzy stacji docenili, jak wiele można zmienić dobrym zaśnieżaniem i ratrakowaniem. Pod tym względem większość stacji należy pochwalić – robi się wszystko, co w danych warunkach jest możliwe, by jeździło się jak najlepiej. Oczywiście trzeba od razu powiedzieć, że na polskich stokach mamy też bardzo duże zagęszczenie narciarzy, więc dość szybko (najczęściej koło godz. 11) pojawiają się odsypy i muldy, ale tak jest wszędzie – w Alpach też. Każdy, kto doświadczył sytuacji, w której na przykład z powodu pogody zamknięta jest część wyższych partii ośrodków alpejskich i duża liczba narciarzy tłoczy się na niżej położonych trasach – ten wie, że odsypy i muldy mogą być nawet większe niż w Polsce.

Coraz więcej stacji stawia na nowe atrakcje, nie tylko na stoku. Coraz bardziej rozwija się skituring (wędrówki na nartach) i w kilku stacjach narciarskich (tych większych) pojawiła się możliwość wypożyczenia takiego sprzętu. Zupełnie innego rodzaju atrakcją, jest wieża widokowa w koronach drzew powstała w stacji Słotwiny Arena – całość – zarówno konstrukcyjnie, architektonicznie, jak i pod względem widoku – prezentuje się imponująco. Warto zaznaczyć, że wiele ośrodków narciarskich stawia coraz bardziej nie tylko na początkujących narciarzy, ale także na tych ambitniejszych. To pewnego rodzaju zwrot, bo do tej pory bywało raczej tak, że przygotowywano te najłatwiejsze trasy, a czarne często były otwierane dopiero w połowie sezonu (albo i w ogóle!). W tym sezonie widać, że niektóre stacje chcą dać więcej także narciarzom zaawansowanym – najlepszym przykładem jest tutaj chyba Czarna Góra ze swoimi trasami dla zaawansowanych – czarną trasą Helly Hansen (A) i najpiękniejszą w Polsce oświetloną trasą (B), która daje wiele radości zwłaszcza zaawansowanym narciarzom.

W ubiegłym roku straszyliśmy wzrostem cen. Przede wszystkim karnetów, co związane było z podwyżkami cen energii elektrycznej. I rzeczywiście – zdrożało. Porównując ceny karnetów całodniowych nie widać jeszcze takiego wzrostu – tutaj sprytnie właściciele stacji podnieśli ceny o 5-10 proc., ale patrząc już na karnety 4-godzinne – widać ogromną różnicę. W tej chwili w większych stacjach narciarskich za cały dzień jazdy płaci się średnio 100-145 zł, a 4-godzinny karnet kosztuje 80-90 zł. To naprawdę sporo. Oczywiście – zdajemy sobie sprawę z tego, że przy drogiej energii elektrycznej (a taką mamy w Polsce, jeśli mówimy o większych odbiorcach) – to musi tyle kosztować. Tylko że to nie zmienia faktu, że taki skok cenowy zawsze boli.

W tym roku nieznacznie (ale jednak) zdrożało parę najpopularniejszych produktów, które narciarze chętnie “zużywają” na stoku. Wahają się w następujących przedziałach (podajemy najniższe i najwyższe, jakie spotkaliśmy): herbata – 5-9 zł; kawa – 6-12 zł; piwo – 6-12 zł; zestaw obiadowy (schabowy, frytki, surówki) – 25-50 zł; frytki – 7-10 zł; pierogi – 12-20 zł; żurek – 10-14 zł, kiełbaska – 8-15 zł.

Jeśli chodzi o dojazd – tutaj też na razie nie ma większych zmian w porównaniu z poprzednim sezonem. Co prawda otwarto część ekspresówki z Lubnia do Rabki, ale na razie nie przyniosło to wymiernych efektów. Dość powiedzieć, że w czasie weekendu sylwestrowo-noworocznego trasę z Zakopanego do Krakowa można było przejechać w czasie dłuższym niż nawet sześć godzin. Problem komunikacyjny ma też Szczyrk, który cierpi na brak miejsc parkingowych i w dobre narciarsko, pogodne weekendy potrafił się konkretnie “zakorkować” – dojazd i wyjazd z samej miejscowości potrafi zająć nawet półtorej godziny. Z dobrych informacji – oddano spory odcinek ekspresowej “trójki”, która powinna przyśpieszyć nieco dojazd w Karkonosze.

Dobrze, przestańmy już narzekać i zacznijmy w końcu cieszyć się zimą! Bo ta w górach jest – jak na razie – dla narciarzy łaskawa, a kiedy jest śnieg na trasie i wokół niej – wiele rzeczy, które na papierze są uciążliwe – przestaje się liczyć. Pora więc na przedstawienie naszego rankingu.

Najlepsze ośrodki narciarskie w Polsce – ranking

Na początek podajemy zwycięzców kategorii “Małe stacje narciarskie”, gdzie oceniliśmy 14 ośrodków. Prezentujemy listę dziesięciu najlepszych.

W porównaniu z ubiegłym rokiem nie ma w tym rankingu zbyt spektakularnych zmian. Małe stacje od kilku lat trzymają równy, bardzo przyzwoity poziom, a ich największą bolączką jest to, że są… po prostu małe.

Natomiast wśród dużych stacji zaszły zmiany, także w czołówce. Podobnie jak w ubiegłym roku wygrywa “koalicja” trzech stacji w Szczyrku, która na jednym karnecie oferuje 40 km tras zjazdowych. Na pozostałych miejscach – kolejność podobna, z tym że coraz niżej spada Wierchomla, która tak naprawdę z Dwóch Dolin stała się z powrotem po prostu Wierchomlą. Natomiast do pierwszej dziesiątki wchodzi jako miejscowość Tylicz – tak właśnie działa wspólny karnet (połączone siły ośrodków Master-Ski i TyliczSki)! Oczywiście w górę poszły Ustrzyki Dolne, które jako jedyne postawiły nową kolej w tym sezonie. Oto szczegółowe wyniki dla 25 najlepszych ośrodków (z 42 ocenianych).

 

Otwarta trasa narciarska w Dolinie Gąsienicowej na Kasprowym Wierchu

Lubelskie: Śniegu tyle co pod nartami…

Oferta firmy Luxmat Investment

Ośrodek Narciarski Kotelnica Białczańska

Projekt zmiany Rozporządzenia RM

Close Menu